Wnętrza na papierze czyli gazety, które warto czytać

Odkąd pamiętam,  w moim domu rodzinnym zawsze było dużo gazet. Z wielką ekscytacją czekałam na wieczorne powroty mamy, która przynosiła magazyny pachnące świeżą farbą drukarską. Czasem był to początek miesiąca, czasem połowa, a ja nieodmiennie rozsiadałam się na kanapie i zatapiałam w ich świecie, zapominając nawet o smakołykach, które również przynosiła dla mnie mama.

Wychowałam się na „Twoim Stylu”, „Sukcesie”, „Zwierciadle”, „Pani” i „Elle”, ale największym sentymentem darzę „Cztery Kąty”, które moja mama kupowała od pierwszego numeru. Uwielbiałam ten miesięcznik, wytrwale przyglądałam się proponowanym aranżacjom próbując dopasować je do naszego domu, a stosy przeczytanych magazynów rosły w moim pokoju do wysokości biurka.  Obecnie już tej gazety nie kupuję, bo jej zawartość nie jest już tak interesująca jak dawniej. Nadal od czasu do czasu zatrzymuję się przy półce, by rzucić okiem, ale to innych miesięczników wnętrzarskich stałam się fanką. Dlaczego? O tym poniżej.

„Elle Decoration” i „Dom&Wnętrze”, to dla nich porzuciłam „Cztery Kąty”. Uważam, że te dwie gazety prezentują najwyższy poziom. Artykuły są dobrze napisane, a zdjęcia bardzo estetyczne i zawsze znajduję w nich sporo inspiracji. Czasem czytam o trendach, które także zauważyłam, bywa że poznaję marki i twórców, o których jeszcze nie słyszałam. To lubię najbardziej, bo jeśli wpadnie mi w oko jakiś ciekawy mebel od razu ruszam na poszukiwania w sieci, by znaleźć o nim jak najwięcej informacji. Bardzo rzadko trafiam na numer, który po dwudziestu minutach odkładam i do niego nie wracam

Na polskim rynku jest co najmniej kilkanaście magazynów wnętrzarskich, jednak pokazywane w nich wnętrza i meble wyglądają tak, jakby sfotografowano aranżacje z Leroy Merlin. Jeśli ktoś lubi taki bezpieczny i powtarzalny styl to jego sprawa, ja jednak wolę to, co unikatowe, dobrze zaprojektowane, porządnie wykonane. Kolejnym zauważalnym mankamentem jest powtarzalność. Chyba nic nie denerwuje mnie w gazetach tak bardzo jak pokazywanie tych samych wnętrz. A to się niestety zdarza i bardzo łatwo to wytropić. Wystarczy przejrzeć numery z wybranego roku.

Co jeszcze czytam? Chętnie sięgam do „Label Magazine”, „&Living” i „Design Alive”. Jeśli nie znacie, koniecznie zajrzyjcie.

Nie ograniczam się tylko do polskiej prasy. Jeśli to możliwe, kupuję także Elle Decoration w wydaniu niemieckim, bo do tej wersji językowej mam najłatwiejszy dostęp. Oprócz tego czytam także bardzo podobny „H.O.M.E.” i najlepszy z najlepszych, niestety też najdroższy, „AD”.

Tak jak w czasach mojego dzieciństwa stosy gazet rosną. Mam taką zasadę, że zatrzymuję numery z ostatnich dwóch lat, a wcześniejsze wędrują do skupu makulatury. Ktoś mógłby zapytać, po co kupować gazety skoro można znaleźć tyle zdjęć pięknych wnętrz i interesujących artykułów w sieci? To nie tylko sentyment. To także chęć zachowania na dłużej tego, co mi się podoba. W sieci przeskakuję ze strony na stronę zapominając po chwili gdzie byłam i co oglądałam wcześniej. Też tak macie?  Ja podobnie mam z książkami. Zatrzymuję te, które wywarły na mnie największe wrażenie.  Ale o nich napiszę innym razem.

 

Facebookpinterest

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *