Wyznania minimalistki z obsesją na punkcie wnętrz

Od 2015 roku publikuję dla Was relacje z różnych targów designu i pieję z zachwytu nad meblami i dodatkami, które tam przyciągają moje oko. Na każdym takim wydarzeniu  odkrywam różne nowości i z wielką radością o nich później opowiadam. Jednocześnie pokazuję Wam jak wygląda moje mieszkanie, w którym jest niewiele mebli, mało dodatków, a o tym czego w nim nie ma i nie będzie pisałam tu. Ktoś mógłby zarzucić mi hipokryzję. Z jednej strony bombarduję Was zdjęciami nowych produktów polskich i zagranicznych marek, a z drugiej sama praktykuję minimalizm. Gdzie tu spójność? Gdzie sens?  Postaram się to Wam wytłumaczyć.

Wszystko zaczęło się od naszej przeprowadzki do Berlina. Mając samochód z ograniczoną ładownością, chociaż bardziej pojemny niż przeciętne kombi (uszczęśliwiliśmy dzięki niemu różnych znajomych przewożąc w środku nawet dwuosobowe kanapy z funkcją spania, serio), mogliśmy zabrać z Polski tylko to co uznaliśmy za konieczne. W domu został i telewizor i sprzęt grający i wygodny fotel i regały pełne książek i masa innych rzeczy. Tytułem wyjaśnienia dodam tylko, że w Berlinie mieszkania do wynajęcia są pozbawione wyposażenia. Nasze nie miało nawet wkręconych żarówek… Wiecie co się okazało? To oczywiście nie będzie odkrywcze. Bez wszystkich tych przedmiotów da się żyć. Niezbędne meble kupiliśmy z ogłoszeń w szkole językowej, do której uczęszczałam i na niemieckim odpowiedniku naszego Gumtree, a z oglądania telewizji zrezygnowaliśmy już na dobre. Wiedzieliśmy też, że Berlin to nie jest nasz ostateczny cel podróży, tylko przystanek, więc podejmując decyzję o zakupie kierowaliśmy się kilkoma pytaniami: Czy to jest nam potrzebne?  Czy to jest praktyczne? Czy jest dobrze wykonane i czy długo nam posłuży? Jeśli odpowiedzi na te pytania brzmiały tak, kupowaliśmy. Jeśli nie, szukaliśmy dalej.

Po powrocie do Polski, mając na uwadze to, jak dobrze czuliśmy się w tamtym wnętrzu nie mieliśmy wątpliwości, że kolejne mieszkanie, także będzie wyposażone minimalistycznie. Zaczęliśmy zadawać sobie  jeszcze inne, bardzo istotne pytania: Gdzie dany przedmiot został wykonany i czy jest duże prawdopodobieństwo, że jego wytworzenie było związane z łamaniem praw pracowniczych. Kupując produkty znanych i popularnych marek często nie mamy możliwości dotarcia do informacji na temat miejsca pochodzenia i warunków produkcji kupowanych przedmiotów. Dlatego postanowiliśmy, że w tych przypadkach, gdy to możliwe, będziemy kupować od małych firm i polskich marek, by móc prześledzić proces produkcyjny i poznać tych, którzy dla nas tworzą.

Wierzę, że rzeczy dobrze zaprojektowane, funkcjonalne, wykonane z najwyższą dbałością i w poszanowaniu dla środowiska i pracowników mogą służyć nam latami i nie ma potrzeby często ich zmieniać. Właśnie takie produkty i takie marki staram się wyszukiwać na targach i potem je Wam pokazywać. Zdaję sobie sprawę z tego, że często są to meble i dodatki dosyć drogie. W obliczu szybkiej mody, taniego jedzenia z restauracji sieciowej i oferty dużych firm wnętrzarskich zalewających nas tanimi i modnymi, ale nietrwałymi produktami nadal hołduję zasadzie, że biednego nie stać na tanie rzeczy i warto przed podjęciem decyzji o zakupie zadać sobie te kilka pytań, o których wspomniałam w tym poście.

Facebookpinterest

8 thoughts on “Wyznania minimalistki z obsesją na punkcie wnętrz

  1. Moim zdaniem w Twoim sposobie postępowania nie ma właściwe żadnej sprzeczności. Kupując mniej rzeczy ma się zwyczajnie więcej pieniędzy, których nie traci się przy byle okazji. Dzięki temu decydując się już na nabycie jakiegoś nowego produktu można pozwolić sobie na droższą rzecz, wykonaną nie w fabryce w Bangladeszu, ale np. w pracowni doskonałego polskiego rzemieślnika. Z wyższą ceną zazwyczaj wiąże się lepsza jakość wykonania, która pozwoli na dłuższy okres wykorzystywania danego zakupu, więc jest to jak najbardziej zgodne z ideą minimalizmu 🙂

  2. Dobrze Cię rozumiem:-) w wyposażaniu mojego mieszkania kieruję się – poza funkcjonalnością i estetyką – historią przedmiotów. Lubię kiedy rzeczy do mnie mówią. W moim domu prawie wszystkie rzeczy mają swój wyjątkowy życiorys:-) ale dzięki temu wiem, że to jest moje miejsce. Każdy z mebli potrzebuje przestrzeni, co wymusza ograniczoną ilość.

  3. Częste przeprowadzki na pewno wymagają ciągłej redukcji posiadanych rzeczy… Ale mimo wszystko miło mieć jakieś miejsce, gdzie można zostawić pudło pamiątek z dzieciństwa, do którego zawsze można wrócić, chociaż niekoniecznie wozić ich ze sobą po świecie.

    1. Nie odrzucam przeszłości i nie pozbywam się najważniejszych pamiątek. Fakt, że jest ich mało dodatkowo podnosi ich wartość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *