Łódź Design Festiwal od nowa? Część II

Dziś mam dla Was drugą część relacji z tegorocznego Łódź Design Festiwal. Od razu zapowiadam, że ten post nie wyczerpie tematu. Wystawy „Must have” i „Make me” będą miały swój własny wpis, który zamieszczę niebawem.

Po raz kolejny na ŁDF można było obejrzeć produkty marek z Dolnego Śląska. Było na co popatrzeć.

Obecna była także wystawa prac polskich ilustratorów. Tym razem zachwyciły mnie prace Grzegorza Domaradzkiego.

Jak na rasową fankę zwierzaków przystało ucieszyłam się z wystawy akcesoriów dla psów i kotów marki Hello Pets. Niektóre z nich znam ze sklepu Hubuform, o którym napiszę więcej w najbliższym czasie. Fajnie, że są firmy, które tworzą dla zwierzaków rzeczy o wysokiej jakości i stonowanych kolorach. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem zmęczona beżowymi posłaniami w łapki, które najczęściej nijak nie pasują do naszych wnętrz.

Powzdychałam troszkę do lamp, ikon włoskiego designu.

Zajrzałam na wystawę pracowni zabawek  z drewna i tkanin Liceum Plastyczne im. Józefa Chełmońskiego w Nałęczowie. Okazuje się, że nie tylko w Skandynawii powstają estetyczne, oszczędne w formie, ale przy tym atrakcyjne zabawki.

Zerknęłam na znaną mi już z Gdynia Design Days 2016 wystawę „Miasto i las”.

A potem wzruszyłam się na najładniejszej wystawie ŁDF 2017 czyli „Miejskie marzenia” wyprodukowanej przez Vitra Design Museum we współpracy z les Champs Libres. Ta wystawa przedstawia rozwiązania dla miast i podkreśla potrzebę wprowadzania z powrotem naturalnych form: wody, roślin, zwierząt. To niesamowite, jak pół godziny spędzone na tej wystawie pozwoliło mi się zrelaksować. Jeśli gdzieś się na nią natkniecie, koniecznie ją odwiedźcie.

Zanim przejdę do zachwytu nad ostatnią wystawą, kilka słów krytyki. Obejrzenie „Łódź kreuje” i „Polish Design Island” było bardzo utrudnione, bo kontenery, w których wystawy się znajdowały były zamknięte. Uważam, że w XXI wieku nie ma już miejsca na wystawy niedostępne, takie do oglądania przez szybę. Szczególnie, jeśli prezentowane są przedmioty użytkowe, a takimi niewątpliwie są i krzesła i lampy i ceramika.

A teraz coś wyjątkowego. „Kogo zaprosiłby Henryk Grohman?” to wystawa zorganizowana przez magazyn „Design Alive”w XIX wiecznym domu fabrykanta Henryka Grohmana, mecenasa sztuki. W niesamowitych wnętrzach zaprezentowano fotele, lampy, tkaniny, naczynia, biżuteria i fotografie. Można było posłuchać wykładów i wypić kawę, a wszystko to w przepięknym, wręcz bajkowym wnętrzu. Jestem pod jego wrażeniem do tej pory.

Podsumowując, Łódź Design Festiwal to wciąż jedno z najważniejszych wydarzeń w skali roku. To nadal miejsce gdzie warto szukać wiedzy i inspiracji. To nie jest okazja by spotkać smutnych panów na stoiskach firmowych, tak typowych dla targów branżowych. I całe szczęście.

Jak zapewne wiecie, w tym samym czasie co ŁDF odbywały się Warsaw Home, o czym pisałam ostatnio. Właśnie  z tego powodu do Łodzi przyjechało znacznie mniej ludzi. Nie ukrywam, ja na tym skorzystałam, bo w bardzo komfortowych warunkach mogłam wszystko dokładnie obejrzeć. Jednak wolałabym, aby te imprezy odbywały się w innych terminach, co pozwoliłoby wielu osobom na wzięcie udziału  w obu wydarzeniach. Nie każdy jest w stanie, tak jak ja dotrzeć w oba miejsca w jeden weekend.

Facebookpinterest

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *